Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 stycznia 2013

10 powodów dla których warto biegać


Pisałem już o tym, że biegam. Swego czasu miałem sporą ilość znajomych, którzy się pytali: po co, co ci to daje, itp. Przyznam, że wczoraj, gdy wiatr starał mi się zedrzeć skórę z twarzy, a "deszco-śnieg" gwarantował najlepszy peeling na świecie, to też zacząłem się nad tym zastanawiać. Szczególnie, że jeszcze dwa lata temu, jakby ktoś mi powiedział, że będę biegał (w miarę) regularnie, to pewnie bym go wyśmiał.
Niemniej w ciągu ostatnich dwóch lat sporo się zmieniło. Również w podejściu do biegania. Poniżej zebrałem 10 powodów, dla których warto według mnie biegać. 

To co mi daje bieganie?


1) REDUKUJE STRES: podczas biegania zachodzi cała masa reakcji chemicznych w naszym organizmie. Dwie z nich są szczególnie istotne. Po pierwsze podczas biegania wytwarzane są endorfiny zwane hormonami szczęścia. Po drugie podczas wysiłku fizycznego następuje wstrzymanie produkcji katecholaminy, która jest odpowiedzialna za napięcie nerwowe. Zwyczajnie czuję jak z kolejnymi kilometrami odpadają problemy i zmartwienia. Ja traktuję to też jako formę zastrzyku energetycznego.

2) MNÓSTWO DOBRYCH POMYSŁÓW: jako, że bezstresowo, to także bardziej obiektywnie udaje mi się spojrzeć na pewne sprawy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że jest to jedna z form, która pozwala mi na rozwijanie swojej kreatywności. Ilość idei i rozwiązań, które wpadły mi do głowy podczas biegania i nalazły zastosowanie w życiu prywatnym, czy zawodowym jest olbrzymia. Dodatkowo warto przeczytać swój artykuł, pracę zaliczeniową, czy też projekt po powrocie z biegania. Zazwyczaj poprawia się jej jakość kilkukrotnie.

3) BIEGANIE POMAGA UTRZYMAĆ/ZRZUCIĆ WAGĘ:  Żeby ją zrzucić trzeba jeszcze zmienić swój jadłospis (chociaż trochę). No ale co wy byście woleli?: utrzymanie/zrzucenie wagi pijąc tylko wodę z cytryną, czy też półgodzinny bieg? To pierwsze sprawi tylko, że będziecie wkurzonym na cały świat hejterem, a drugie pozwoli nie dosyć, że czuć się lepiej, to jeszcze móc zjeść coś normalnego.

4) ZMNIEJSZAM RYZYKO CHORÓB SERCA I UKŁADU KRWIONOŚNEGO:  To akurat potwierdzają moje badania krwi. Bieganie i lepsza dieta sprawiły spadek cholesterolu, a toto cieszy. No i oprócz "wytrenowania serducha" pomoże także zwiększyć odporność. Zauważyłem, że mniej mam przeziębień, zapaleń gardła itp. Wydaję też mniej kasy na leki.

5) BIEGANIE JEST WYZWANIEM: i nie jest ważne, czy biegasz, żeby zrzucić kilka kilogramów, zaimponować partnerowi/kumplom z pracy. Za każdym razem gdy zakładam buty i idę na trasę podejmuję wyzwanie. Czasem jest to pobicie czasu na konkretnej trasie, czasami zwiększenie ilości przebiegniętych kilometrów. Zdarza się też, że sam fakt wyjścia na dwór przy ujemnej temperaturze i/lub deszczu/śniegu stanowi wyzwanie. 

6) POZNAJESZ NOWYCH LUDZI: czasami zdarza się to całkowicie niespodziewanie. Czasami umawiasz się na wspólne bieganie i znajomi przyprowadzają nowych ludzi. Najwięcej jednak osób poznałem ponieważ bieganie to też

7) UDZIAŁ W SUPER IMPREZACH: wyścigi i akcje charytatywne, biegi masowe i te mniejsz - lokalne. Na każdej z nich poznaje się całą grupę ludzi, którzy też lubią biegać. Dla mnie najciekawszym doświadczeniem było bieganie w konkretnym, charytatywnym celu.

8) POZNAJE NOWE MIEJSCA: jako, że buty i strój do biegania nie zajmują dużo miejsca, to biegałem już w kilku krajach. W ten niecodzienny sposób zwiedzałem już kompletnie nieturystyczne miejsca w UK, Turcji i Kazachstanie, oraz na Malcie. Takie bieganie pozornie bez celu jest świetną sprawą i daje naprawdę dużo frajdy. A w niektórych miejscach stanowi przyczynek do rozmowy z "lokalsami" i wstąpienia na szklankę wody/herbaty.

9) LEPIEJ ŚPIĘ: co tu dużo gadać. Wspomniane już poranne wstawanie wymaga wcześniejszego kładzenia się spać. Po całym dniu pracy i bieganiu zasypia się jak dziecko. A sam sen jest jeszcze bardziej regenerujący.

10) POKONUJĘ KOLEJNE GRANICE: z reguły są to granice mojej wytrzymałości. Bo często zdarza się tak, że płuca palą żywym ogniem, nogi ciążą jak z ołowiu i myślę, że to już koniec. Zaraz się zatrzymam, padnę, umrę zwyczajnie i że to byłoby takie łatwe. Ot, zwolnić trochę i się przejść, a nie przebiec. No właśnie, byłoby łatwe, ale jak bym się z tym czuł? Co więcej te granice się nigdy nie skończą. Zawsze można dalej, szybciej, lepiej. 

Dla mnie ważne jest, że gdy biegam, to zwyczajnie czuję się lepiej. Odpada cała kupa codziennych trosk i zmartwień. Do tego, jeżeli biegam rano (na co mam czas dzięki zwyczajowi wcześniejszego wstawania) to dostaję kopa energetycznego na cały dzień, a przez to jestem bardziej znośny dla otoczenia. Bieganie nauczyło mnie, że czasami warto zagryźć zęby i dotrwać do końca. 

A wam, jeżeli biegacie, co dają treningi? Co motywuje was do wyjścia na zewnątrz i pokonania kolejnych kilometrów? 

Jeżeli nie biegacie, to spróbujcie, najlepiej z kimś kogo znacie. Na spokojnie bez parcia na dystans, czas i rezultaty. W końcu może to polubicie, a jak nie, to na pewno wam to nie zaszkodzi.


Pozdrawiam
M.


niedziela, 2 grudnia 2012

I am (was) a walrus/Byłę morsę




Byłę  morsę

Jak pewnie część z was wie z listopadzie zaangażowałem się w  akcję Movember. Przez ponad miesiąc (powinno być dokładnie 30 dni, ale trochę oszukiwałem) nie goliłem wąsa. Co do reszy paszczy, to przystrzygłem się tylko raz. Generalnie wiedziałem na co się piszę i jak będzie wyglądała moja „broda”, ale i tak nie było łatwo.

Jedynym plusem całej tej akcji jest to, że rzeczywiście mnóstwo osób pytało się mnie dlaczego mam wąsa i czy teraz to już tak na zawsze, bo wygląda to dosyć dupnie. No to im tłumaczyłem, że Movember, że rak prostaty, że profilaktyka itp.

Minusów za to jest od groma:
- w czasie rośnięcia swędzi toto niemiłosiernie
- rośnie nierówno i ma tendencje do skupiania się po bokach (uniemożliwiło mi to podczas wczorejszego golenia zrobienie sobie na chwilę wąsika a’la Adolf)
- wygląda się jak wiecznie zaspany i niezadabny (to wina generalnego nie golenia, a nie tylko wąsa)
- po 3 tygodniach wąs jest na tyle długi, że czuje się go przy jedzeniu i piciu. Nie mam pojęcia jak wąsacze mogą z tym wytrzymać... Toż to niechigieniczne, niefajne i przede wszystkim wkurzające.

Pewnie bym mógł jeszcze kilka wymienić, ale nie o to chodzi. Bo pewnie za rok zrobię to jeszcze raz, tylko tym razem zarejestruję się na stronie gdzie będę mógł zbierać pieniądze (niestety ze względu na brak filii w Polsce, nie mogą one być przeznaczone na wspieranie badań nad męskimi nowotworami w Polsce).  Bo cała ta akcja jest ważna. Bo trzeba edukować i uświadamiać. Do tego podobają mi się wydarzenia, które są organizowane w trakcie tego miesiąca. Sam brałem udział w MoRun i wielce sobie chwalę tą imprezę.

Most of you should know that in November I got involved in the Movember action. For over a month (should have been 30 days, but I was cheating a little bit) I haven’t been shaving my moustache. The rest of my face was trimmed only once. I knew that it wouldn’t be easy from the very beginning but it didn’t make growing the moustache easier.

The biggest pro of the whole action was that it really drew attention. A lot of people, at work and friends, were asking me why I was growing a moustache and is it going to be like that forever. Most of them admitted that it didn’t look good. Well it just gave me an opportunity to explain and talk about Movember, cancer and the importance of prophylactics.
There are many more cons though:
-         Growing a beard is itchy
-         Moustache is not growing equally and tends to grow more on sides (it disallowed me to have a moustache a’la Adolf for a little bit)
-         Made me look like I was permanently not looking after myself and being late in the morning
-         After 3 weeks, the moustache became long enough to start to annoy me. I felt it during drinking and eating and I don’t understand how it is possible to live with a moustache through the life. It’s neither hygienic nor cool.
But fun is not the most important part of it. Definitely next year I will get involved in it again but I will register to raise money this time because education is important. Above all, I like the events going on through the whole month. I took part in the MoRun in London andI think that it was great.





poniedziałek, 12 listopada 2012

Bieg z przesłaniem-MoRun/The run with the message-MoRun




Wczoraj w Polsce oprócz marszy, zadym, prowokacji, parad, no i jedzenia rogali świętomarcińskich wystąpiła jeszcze jedna forma celebrowania Dnia Niepodległości. Były do biegi, które odbyły się między innymi w Warszawie i Gdańsku. Z racji tego, że marsze mnie nie interesują, zadym i bójek z policją nie znajduję wartymi marnowania czasu, paradę widziałem dzień wcześniej (i to z daleka), a rogala nie udało mi się dostać, to pomyślałem sobie, że chociaż w biegu pobiegnę. Biegu z okazji odzyskania przez Polskę niepodległości w Londynie oczywiście nie znalazłem, ale odbył się wczoraj bieg związany z Movember, o którym pisałem wyjaśniając dlaczego zapuszczam wąsa. Przygotowując się do ambitnego pobicia 10 kilometrów poniżej w 50 minut uznałem, że Bieg w Battersea Park będzie świetną okazją na sprawdzenie siebie samego w połowie przygotowań. Oczywiście, wybór mój był podyktowany głównie ideii biegu.

Do Battersea Park przyjechaliśmy ok 9.10, co okazało się być zdecydowanie za wczesną godziną. Było zimno i czekanie na ustawianie się na linii startu było uciążliwe. Niemniej na miejscu było mnóstwo osób, które ewidentnie miały świetną zabawę wybierając swój strój. Czekając na godzinę 10 widziałem minimum 3 Hulk’ów, 2 Power Rangers’ów, strażaka, kilku facetów poprzebieranych za kobiety a to tylko mała liczba z tych, którzy się przebrali. Do tego panie startujące w biegu, tzw. MoSistas prawie co do jednej miały sztuczne wąsy okazujące wsparcie dla idei. Jednym słowem było całkiem wesoło. Jedyny minus, to kobieta prowadząca całą imprezę, zwyczajnie nudziła i nie umiała wykrzesać za dużo aktywności z uczestników. Moje dotychczasowe doświadczenia pokazują, że niezwykle ciężko znaleźć takiego wodzireja na imprezie sportowej, któremu by się to udało.

Przyznam, że szedłem na bieg z poczuciem, że nie będzie dobrze. Ewidentnie nie chciałem dać ciała i pobiec turbo wolno, a więc powyżej 30 min. Jednak zarówno Laura, jak i Sue i John, którzy przyjechali ze mną na trasę, bardzo mnie wspierali. John wspomniał nawet coś o tym, że byłoby dobrze zrobić to poniżej 28 min, co, nie ukrywam, wywarło na mnie presję.
Sam bieg odbył się bez problemów, aczkolwiek już po 1km wiedziałem, że przegiąłem z tempem i musiałem zwolnić. Udało mi się uniknąć tłumów poprzez ustawienie się blisko linii startowej, a mijający mnie biegacze tylko motywowali do utrzymania lub podciągnięcia tempa. Pewnie dlatego udało mi się ukończyć bieg z życiowym rekordem na 5 km. Gdy zobaczyłem na zegarku czas 00:25:53, to nie wiedziałem do końca jak to się stało i jednocześnie byłem z siebie cholernie zadowolony.
Po biegu każdy otrzymał pamiątkowy medal, napój oraz kanapkę z MoWozu sponsorowanego przez producenta przepysznego HP Sauce.

Podsumowując sam event był dobrze zorganizowanym, małym (wystartowało ok 600 z 800 osób) biegiem ze świetnym motywem przewodnim wspierającym wartościową inicjatywę. Wynik był przysłowiową wisienką na torcie i utrwalił mnie w przekonaniu, że warto biegać dalej, bo może się uda złamać założony na 10 km. czas. Poniżej kilka zdjęć (ciągle czekam na zdjęcia od organizatora), które udało się zobić Laurze.

Yesterday in Poland, despite the marches, social riots, police and hooligans provocations as well as eating Rogale Świętomarcińskie , there was another form of celebrating Independence Day. Runs of Independence took place in a few cities, including Gdansk and Warsaw. Because of my lack of interest in marches, fights with police and no possibility of getting real St. Martin's Croissant, I decided to celebrate the anniversary of getting independence by taking part in a race. Also it was an opportunity to participate in an event connected with my Mo and Movember movement 

We arrived at Battersea Park around 9:10, which was way too early. It was cold and waiting for the start was not nice at all, although the atmosphere was getting better and better with more people coming. A lot of them dressed up. Waiting for the start I saw 3 Hulks, 2 Power Rangers, a fireman and a few men dressed as women. Obviously all of them had a moustache, fake or real (including a lot of women - MoSistas). It would be better if the host was more entertaining. She was boring and could not communicate with the runners. So far my experience is that it is really hard to find the right person to host a sports event who would interact with participants at a good level.

I have to admit that my feelings about the run were not good. I wanted to give my best and not screw it up, which I thought would be with a time over 30 min. Luckily, I had great supporters in Laura, Sue and John who came to the park with me. Although when John mentioned about making it under 28 min I was petrified. 

The run itself was good, even though I knew after the first kilometre that I was running too fast. By starting close to the front of the race I avoided crowds and was able to improve my time on the second lap. Because of that I managed to finish the race with my personal best - 25min 53 secI have to say that I was as pleased as I was surprised.

After the race everyone got a medal and a drink and bacon sandwich from the Motor Truck sponsored by the producer of HP sauce

Summing up: the event was a well organised, small (600 people run of 800 registered) race with the great idea of supporting Movember. My result was just the icing on the top of it and gave me motivation to carry on my training for finishing 10k in 50 min. 

Photos below were taken by Laura who supported me all the way.











czwartek, 8 listopada 2012

Krótko o moim wąsie - ZDJĘCIA/Shortly about my Mo-PHOTOS



Dzisiaj krótko bardzo.



Kilka osób pytało się mnie jak tam mój wąs. Poniższe zdjęcia oddają słabość mego zarostu, oraz to, jak słabo wyglądam z mym gimnazjalnym zarostem. Ale podjąłem decyzję i mam zamiar w niej wytrwać!

Przy okazji. Wejdźcie tutaj jutro, mam dla was info o super inicjatywie.










Today very shortly.

A few people asked me about my moustache. Pictures below show how miserable I look with my secondary school-like beard. But the decision has been made, and I’m desperate to carry it on!

By the way. Tomorrow I’ll post information about a great initiative. Although it may be published in English with a few hours delay.

poniedziałek, 29 października 2012

People are nice. Sometimes / Ludzie są mili. Czasami

"Często się zdarza, że dopiero przyszłość pokazuje nam, ile coś było warte."
Kafka nad morzem -Haruki Murakami
Dopadł mnie w okolicach Hammersmith Bridge. Nie wiem kim był i jak ma na imię. A szkoda, bo chętnie bym się z nim skontaktował i podziękował za to co zrobił.

Czasami miewam takie dni, kiedy czuję, że nie powinno wychodzić się z domu. Są dni kiedy patrzę za okno i wiem, że nadchodzący trening nie będzie fajny. Wczoraj właśnie tak było.

Od rana czułem się"rozbity". W drodze do pracy już wiedziałem, że zimno przygna klientów i nie będzie to jedna z tych "leniwych niedziel". Jednocześnie miałem nadzieję, że pogoda się poprawi i podczas wpisanego w mój plan treningowy biegania nie będzie tak wiało. 

Te kilka godzin w firmie było takie jak się spodziewałem, dużo klientów i milion pytań o świąteczną promocję. Ale nie było tragedii, nawet chwilę wcześniej udało się wyrwać. Niemniej potrzebowałem odreagować, więc zaraz po powrocie wskoczyłem w lycrę i termoaktywną koszulkę i poszedłem zrealizować założenia sportowe mające pomóc mi jak najlepiej wystartować w biegu
W okolicach 5 kilometra zaczęło się biec źle. Tak się złożyło, że było to na wysokości Hammersmith, tak więc skorzystałem okazji do przebiegnięcia na drugą stronę rzeki. 

I właśnie wtedy mnie doszedł. 


Wyglądał niepozornie. Niski, w pomarańczowej czapce z daszkiem i takiej też koszulce. Tyle udało mi się zapamiętać. Biegł w tym samym kierunku co ja, więc kulturalnie zrobiłem mu miejsce, żeby mógł mnie minąć. W końcu biegam na tyle szybko, że nie powinien mieć z tym problemu, szczególnie w momencie gdy nogi wydają się jak z ołowiu i odzywa się skurcz w lewej łydce. 

Przyczepił się! Przyczepił się i nie chce odpuścić. Na złość chyba, żeby mi dokuczać i pokazać, że on, starszy o dobre 25 lat, może biec szybciej niż ja. A jak jeszcze powiedział coś o tym, że widzi jak się borykam, to szlag jasny mnie trafił. Zwyczajnie przyśpieszyłem, pomyślałem, że może nie da rady. Niestety 5 minut później nadal biegliśmy ramię w ramię, z tą różnicą, że zaczęliśmy rozmawiać. O niczym szczególnym. Ot, czy biegniemy w jakimś biegu w najbliższym czasie, jakimi trasami biegamy w okolicy i że niewybetonowane ścieżki są super. Szczególnie te w Richmond Park. Ani się obejrzeliśmy, a on odbijał w Putney High Street, a ja biegłem dalej do siebie. I o dziwo biegliśmy szybko, a na końcu to on mi podziękował za podholowanie go na trasie. 

Dopiero w domu uświadomiłem sobie ważną rzecz. Mianowicie, gdyby nie on, to zwyczajnie bym się nie zmobilizował, nie zagryzł zębów i pobiegł tak, by wypełnić zmieścić się w narzuconych przez trening normach czasowych. Jest to o tyle ważne, że przecież nie musiał tego zrobić. Widząc jak bardzo się wlokę, mógł mnie zwyczajnie ominąć i biec dalej. A jednak dostosował swój bieg do mnie i bez słów zaoferował pomoc. Pomoc w postaci towarzystwa i wsparcia, którego czasem na trasie brakuje. Gdy dodam do tego fakt, że w trakcie rozmowy przyznał się do tego, że woli biegać samemu, to już w ogóle tak jakoś fajniej się robi na myśl, że rzeczywiście, chciał pomóc. 

I właśnie za to bym mu podziękował gdybym miał do niego namiary. Bo nagle okazało się, że wśród całej tej szarości. Biegaczy, przechodniów i rowerzystów skupionych wyłącznie na sobie znalazła się osoba zwyczajnie miła.

Dlatego czasami, jeżeli nie robicie życiówki, lub nie biegacie interwałów zastanówcie się, czy osoba, którą macie wyprzedzać nie jest na granicy kryzysu. Może warto przez kilka minut pobiec razem i wymienić 2-3 zdania? Albo po prostu biec obok siebie. Bo cisza czasem też jest fajna.

środa, 24 października 2012

Why I'm growing moustache? / Po co zapuszczam wąsy?


Co roku w Polsce na raka prostaty umiera ok 4 tysięcy mężczyzn. W UK w 2010 roku liczba ta przekroczyła 10 tysięcy. Zaraz po raku płuc jest to najpopularniejszy nowotwór w Wielkiej Brytanii u mężczyzn. Niestety liczby te od wielu lat pozostają na podobnym poziomie, pomimo tego, że medycyna się rozwija.


Wynika to w dużej mierze z braku odpowiedniego programu budowy świadomości o tym jak ważne są badania profilaktyczne. Wielu facetów uważa, że pójście do lekarza, żeby sprawdzić czy wszystko gra jest mega niemęskie i budzą się dopiero gdy im kuśka nie staje albo zaczynają sikać "na raty". Problem w tym, że wtedy już jest za późno.

Na szczęście w Polskiej TV pokazały się ostatnio całkiem dobre reklamy:










Ostatnia jest z UK i pokazuję kluczowe fakty.


Dwa dni temu brałem udział w rozmowie, która odbyła się poprzez Tweeter'a, a która dotyczyła opublikowanych statystyk, mówiących, że w Polsce dziennie na raka szyjki macicy umiera 5 kobiet, a w Szwecji w ciągu całego roku 150. Tam też konkluzja była taka, że mimo powstawania programów profilaktycznych (darmowe badania, "białe niedziele"), to stosunkowo niewiele kobiet z nich korzysta. Jest to wynikiem, nie tylko braku odpowiedniego programu edukacyjnego, skierowanego nie tylko do ludzi młodych i zamieszkujących duże miasta, ale też pewnego specyficznego podejścia. Otóż wielokrotnie spotykałem się z opinią, że "nie pójdę się zbadać, bo jeszcze coś znajdą" oraz "no przecież nie będę pokazywać się jakiemuś lekarzowi". Od razu wyjaśnię, że stwierdzenia te padały zarówno z ust kobiet, jak i mężczyzn. Z reguły u facetów padało stwierdzenie, że przecież "TO" da się badać tylko "od dupy strony", a na to się w życiu nie zgodzą. Niestety, w takim wypadku tego życia może im zbyt wiele nie zostać.

Również dwa dni temu zacząłem zastanawiać się nad zapisaniem się na jakiś bieg, który mógłby mi zastąpić biegi odbywające się w Polsce z okazji Dnia Niepodległości. Niestety nie znalazłem żadnej "dychy", ale jednym z biegów odbywających się 11.11 jest Mo Run, który ma za zadanie wspierać fundację Movember. Czym zajmuje się fundacja zostało wyjaśnione w dwóch poniższych filmikach.





Będąc na świeżo z kwestią budowania świadomości na temat profilaktyki i walki z rakiem. Nie zastanawiałem się długo nad rejestracją w tym biegu. Spodobał mi się pomysł na szerzenie informacji o raku prostaty poprzez zapuszczanie wąsa. Szczególnie, że odkąd wróciłem z Polski nie było mi po drodze do pianki i maszynki, czego skutkiem jest gimnazjalny "wąs" oraz pseudo bródka. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że oszukuję i daję sobie dodatkowe dwa tygodnie na zapuszczenie wąsa, ale tłumaczę to faktem słabego zarostu, a jednocześnie pozwoli mi to na promowanie profilaktyki antyrakowej o te 14 dni więcej.


Żeby nie było za łatwo (czyli żeby nie zrezygnował z przygotowań) znalazłem sobie plan treningowy, którego mam zamiar się trzymać przez najbliższe 25 dni. Możecie go znaleźć tutaj (link), albo zwyczajnie kliknąć na zdjęcie poniżej.





W Polsce organizacja Movember nie ma swojej filii, ale i bez tego możecie mieć wpływ na to, czy ktoś z waszych rodzin, przyjaciół czy też znajomych nie stanie się kolejnym numerem w statystykach umieralności na raka. Zwyczajnie, kupcie browara dla siebie i ojca i spytaj go, kiedy ostatni raz (czy w ogóle) badał się na okoliczności. Jeżeli reprezentujecie "płeć piękną" i nie w smak wam gadanie na ten temat ze swoim papą, to kupcie wino i spytajcie się mamy, czy robiła badania. Generalnie rozmawiajcie, pytajcie i nie róbcie z tego tematu tabu.

A jeżeli najdzie was ochota, to zapuśćcie wąsa (lub zachęćcie do tego waszego tatę, partnera lub brata), tylko nie zapomnijcie im wyjaśnić czemu ma to służyć. Bo wiele osób zada pytanie: "Odbiło ci? Ogol się człowieku!", a stąd już prosta droga do mówienia o tym, o czym zazwyczaj się nie mówi - o raku.

A i byłbym zapomniał!