Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 stycznia 2013

10 powodów dla których warto biegać


Pisałem już o tym, że biegam. Swego czasu miałem sporą ilość znajomych, którzy się pytali: po co, co ci to daje, itp. Przyznam, że wczoraj, gdy wiatr starał mi się zedrzeć skórę z twarzy, a "deszco-śnieg" gwarantował najlepszy peeling na świecie, to też zacząłem się nad tym zastanawiać. Szczególnie, że jeszcze dwa lata temu, jakby ktoś mi powiedział, że będę biegał (w miarę) regularnie, to pewnie bym go wyśmiał.
Niemniej w ciągu ostatnich dwóch lat sporo się zmieniło. Również w podejściu do biegania. Poniżej zebrałem 10 powodów, dla których warto według mnie biegać. 

To co mi daje bieganie?


1) REDUKUJE STRES: podczas biegania zachodzi cała masa reakcji chemicznych w naszym organizmie. Dwie z nich są szczególnie istotne. Po pierwsze podczas biegania wytwarzane są endorfiny zwane hormonami szczęścia. Po drugie podczas wysiłku fizycznego następuje wstrzymanie produkcji katecholaminy, która jest odpowiedzialna za napięcie nerwowe. Zwyczajnie czuję jak z kolejnymi kilometrami odpadają problemy i zmartwienia. Ja traktuję to też jako formę zastrzyku energetycznego.

2) MNÓSTWO DOBRYCH POMYSŁÓW: jako, że bezstresowo, to także bardziej obiektywnie udaje mi się spojrzeć na pewne sprawy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że jest to jedna z form, która pozwala mi na rozwijanie swojej kreatywności. Ilość idei i rozwiązań, które wpadły mi do głowy podczas biegania i nalazły zastosowanie w życiu prywatnym, czy zawodowym jest olbrzymia. Dodatkowo warto przeczytać swój artykuł, pracę zaliczeniową, czy też projekt po powrocie z biegania. Zazwyczaj poprawia się jej jakość kilkukrotnie.

3) BIEGANIE POMAGA UTRZYMAĆ/ZRZUCIĆ WAGĘ:  Żeby ją zrzucić trzeba jeszcze zmienić swój jadłospis (chociaż trochę). No ale co wy byście woleli?: utrzymanie/zrzucenie wagi pijąc tylko wodę z cytryną, czy też półgodzinny bieg? To pierwsze sprawi tylko, że będziecie wkurzonym na cały świat hejterem, a drugie pozwoli nie dosyć, że czuć się lepiej, to jeszcze móc zjeść coś normalnego.

4) ZMNIEJSZAM RYZYKO CHORÓB SERCA I UKŁADU KRWIONOŚNEGO:  To akurat potwierdzają moje badania krwi. Bieganie i lepsza dieta sprawiły spadek cholesterolu, a toto cieszy. No i oprócz "wytrenowania serducha" pomoże także zwiększyć odporność. Zauważyłem, że mniej mam przeziębień, zapaleń gardła itp. Wydaję też mniej kasy na leki.

5) BIEGANIE JEST WYZWANIEM: i nie jest ważne, czy biegasz, żeby zrzucić kilka kilogramów, zaimponować partnerowi/kumplom z pracy. Za każdym razem gdy zakładam buty i idę na trasę podejmuję wyzwanie. Czasem jest to pobicie czasu na konkretnej trasie, czasami zwiększenie ilości przebiegniętych kilometrów. Zdarza się też, że sam fakt wyjścia na dwór przy ujemnej temperaturze i/lub deszczu/śniegu stanowi wyzwanie. 

6) POZNAJESZ NOWYCH LUDZI: czasami zdarza się to całkowicie niespodziewanie. Czasami umawiasz się na wspólne bieganie i znajomi przyprowadzają nowych ludzi. Najwięcej jednak osób poznałem ponieważ bieganie to też

7) UDZIAŁ W SUPER IMPREZACH: wyścigi i akcje charytatywne, biegi masowe i te mniejsz - lokalne. Na każdej z nich poznaje się całą grupę ludzi, którzy też lubią biegać. Dla mnie najciekawszym doświadczeniem było bieganie w konkretnym, charytatywnym celu.

8) POZNAJE NOWE MIEJSCA: jako, że buty i strój do biegania nie zajmują dużo miejsca, to biegałem już w kilku krajach. W ten niecodzienny sposób zwiedzałem już kompletnie nieturystyczne miejsca w UK, Turcji i Kazachstanie, oraz na Malcie. Takie bieganie pozornie bez celu jest świetną sprawą i daje naprawdę dużo frajdy. A w niektórych miejscach stanowi przyczynek do rozmowy z "lokalsami" i wstąpienia na szklankę wody/herbaty.

9) LEPIEJ ŚPIĘ: co tu dużo gadać. Wspomniane już poranne wstawanie wymaga wcześniejszego kładzenia się spać. Po całym dniu pracy i bieganiu zasypia się jak dziecko. A sam sen jest jeszcze bardziej regenerujący.

10) POKONUJĘ KOLEJNE GRANICE: z reguły są to granice mojej wytrzymałości. Bo często zdarza się tak, że płuca palą żywym ogniem, nogi ciążą jak z ołowiu i myślę, że to już koniec. Zaraz się zatrzymam, padnę, umrę zwyczajnie i że to byłoby takie łatwe. Ot, zwolnić trochę i się przejść, a nie przebiec. No właśnie, byłoby łatwe, ale jak bym się z tym czuł? Co więcej te granice się nigdy nie skończą. Zawsze można dalej, szybciej, lepiej. 

Dla mnie ważne jest, że gdy biegam, to zwyczajnie czuję się lepiej. Odpada cała kupa codziennych trosk i zmartwień. Do tego, jeżeli biegam rano (na co mam czas dzięki zwyczajowi wcześniejszego wstawania) to dostaję kopa energetycznego na cały dzień, a przez to jestem bardziej znośny dla otoczenia. Bieganie nauczyło mnie, że czasami warto zagryźć zęby i dotrwać do końca. 

A wam, jeżeli biegacie, co dają treningi? Co motywuje was do wyjścia na zewnątrz i pokonania kolejnych kilometrów? 

Jeżeli nie biegacie, to spróbujcie, najlepiej z kimś kogo znacie. Na spokojnie bez parcia na dystans, czas i rezultaty. W końcu może to polubicie, a jak nie, to na pewno wam to nie zaszkodzi.


Pozdrawiam
M.


sobota, 12 stycznia 2013

Chill out man!


Weekend miał być lajtowy. Taki mega wręcz. Wstać rano, ale zostać w łóżku do południa, kawa z elektronicznym wydaniem Wyborczej i czytaniem zaległych artykułów. Jakaś notka na bloga z potworzonych szkicy wybrana, żeby nie było, że nie podołałem wyzwaniu. Potem może jakiś film lub książka, a wiczorem zaległe, urodzinowe spotkanie przy piwie i meksykańskim jedzeniu, a jutro jakieś bieganie, festiwal rzeźby lodowej i ogólnie pojętego relaxu ciąg dalszy.

Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że już o 8 rano poczułem się źle, że leżę w wyrku. Normalnie poczucie winy się we mnie obudziło, że nie wstałem wcześniej. W końcu „kto wcześnie wstaje temu Pambu daje” itd.  No i się zerwałem no. Pomyślałem nie może być tak, żebym marnował czas na relax i odpoczynek.
Na szczęście się opamiętałem i po jakimś czasie wróciłem do założeń weekendu, podczas ktrórego nie ma parcia na robienie czegokolwiek, a już na pewno nie ma miejsca na stres.  

Przywiodło mnie to do zadania sobie kilku pytań:
- jak bardzo wpadłem w wir szukania nowej pracy/pracy samej w sobie/realizowania postanowionych celów?
- czy warto bezwzględnie podążać ścieżką, którą się wyznaczyło jakiś czas temu?
- czy jest normalne, że „nic nierobienie” budzi poczucie dyskomfortu i winy?

Pozastanawiam się nad tym sącząc „Famous Grouse” przy kominku i czytając Krajewskiego. Wracam do spokojnego weekendu więc.



P.S.
Jutro nowa porcja „Niedzielnika”. Będzie o nowej polskiej produkcji , co to nawet lepsza ma być od Wiedźmina, a także starych mediach w XXI wieku.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

It should have been different/Miało być inaczej


Macie czasami tak, że nie ważne jak sobie wszystko zaplanujecie, to się nie wyrobicie? Ja z tym walczę i ostatnio odnosiłem znaczące sukcesy. Wczesne wstawanie oraz wprowadzenie kilku innych zasad do mojego rytmu dnia pozwalało mi na dobrą organizację czasu i realizację wyznaczonych celów. A dzisiaj, że zacytuję jedną z polskich komedii „cały misterny plan w p***u”.

Poranne wstawanie wyszło, nawet bardzo dobrze, ale z premedytacją założyłem, że w związku z kilkoma innymi rzeczami wpis na bloga powstanie nie zaraz po wstaniu, a pod wieczór. Nie założyłem jednak, że każda z rzeczy, które sobie zaplanowałem pójdzie przedłuży się o co najmniej godzinę. W ten oto sposób dopiero niedawno wróciłem do domu, w którym notabene byli goście i nie chciałem wyjść na polaka-buraka (mała litera zamierzona), który chowa się w pokoju.

Z tego wszystkiego nie powstał tekst, który jest już ułożony w mojej głowie. Jutro wam to zrekompensuję, a tymczasem popatrzcie na reklamę, którą wrzucił przerwanareklame.pl na swojego fanpage’a na Facebook’u:
Ciekaw jestem co o tym sądzicie. Za ostre, niesmaczne, czy może dające do myślenia? Swoją opinią  podzielę się pod komentarzem, który będzie jakoś sensownie odnosił do treści reklamy.

PrzerwaNaReklame.pl


Do you sometimes have days when it doesn’t matter how much you planned everything you want to do, you still don’t manage to do it? For last few months I’ve been fighting with lack of organisation and I’m pleased to say, that I see the improvement. Waking up earlier and introducing a few more rules into my daily routine allowed me to organise my time well and realise my daily tasks. Unfortunately, today the great plan of mine failed.

Morning routine was good, even very good; the mistake I made was to schedule writing the post for the evening rather than the morning. Simply I had other things I wanted to do. I didn’t think that everything would take almost twice the time I planned for it. Because of that I came back later to home. Because all of this I haven’t written the post I was meant to. It already exists in my head, but I need to write it down. I will catch up tomorrow, promise.

I don’t know how many of you have seen it, but there is the advert which was posted on one of the Polish marketing blog’s fanpage. What do you think about it? Is it good, disgusting or maybe it will make people think more about clean hands? Share your opinion please. I’ll give my point of view in reply to the first comment which gives a reasonable opinion.

PrzerwaNaReklame.pl

środa, 19 grudnia 2012

Czy warto zmienić podejście?


Leciałem dwa dni temu do Katowic. Ze względów finansowych wybrałem Ryanair’a jako przewoźnika. Dzisiaj pewnie bym już tego nie zrobił, bo wprowadził on od 30.11.11 nową opłatę, która zrównała go w cenach z Wizzair’em, który świadczy znacznie lepsze usługi i pozwala na zabranie większego bagażu rejestrowanego. A właściwie nie wiem, czy bym nie zrobił, bo poniedziałkowy lot mile mnie zaskoczył.

Generalnie wszystkie moje dotychczasowe loty do/z Londynu wyglądały podobnie. W jedną stronę polscy pasażerowie narzekają, że drogo znowu będzie, że ten funt, że królowa, a czasami Beatels’i. W drugą, że smród , kiepskie drogi no i co znowu Donald z Jarkiem odstawiają. A po za tym, to jeszcze Smoleńsk i Rosjanie w tle. I nawet nie macie pojęcia jak bardzo jest to denerwujące. Kominek opublikował niedawno tekst o tym jak Polacy zachowują się w samolocie. No i podpisuję się pod nim obiema rękami i nogami. No bo jak ktoś lecąc o 7 rano zalewa się w trupa (najpierw łojąc browary przed odprawą, bo przecież w podręcznym się nie da przenieść na pokład), to nijak dobrze nie świadczy. Do tego w ciągu kilku minut stania w kolejce do nadania bagaży widziałem 4 osoby wykłócające się z obsługą, że przecież mają jedną sztukę bagażu podręcznego, a ten laptop/torebka/aparat, to się nie liczy. Ludzie! Czy aż tak ciężko zrozumieć słowa „jedna sztuka bagażu podręcznego wliczając w to laptopy, torebki, aparaty i produkty nabyte w bezcłowym”? Do tego komunikat ten jest podawany w kilku językach, więc nie ma bata – zrozumieć trzeba. No najlepszy był facet, który chyba swój monopolowy chciał zaopatrzyć, bo kupił 5 siatek z alkoholem po odprawie i nijak nie miał szans na zmieszczenie tego w, i tak wypchanym do granic możliwości, bagażu podręcznym.






Jednak wczorajszy lot był inny. I nie dlatego, że nagle Ryanair stał się liniami na miarę Emirates. Po ostatnim locie zauważyłem, że przez fakt zwracania uwagi na innych podczas lotu, sam napędzam swoją złość. No bo co obchodzi mnie, że ktoś jest tępym, wiecznie narzekającym idiotą? Dlaczego denerwuje mnie wstawanie na busa o 4:30, jeżeli jest to mój wybór podyktowany lepszą ceną lotu bladym świtem? Jedyne co się nie zmienia, to dyskomfort podczas opłacania wszelkich ekstra kosztów na stronie przewoźnika. Ale na to rady nie ma, jeżeli lata się „tanimi” liniami. Albo podręczny, albo trzeba słono bulić. Nie da się też uniknąć oczekiwania na wejście na pokład po nadaniu bagażu. Można za to nie stać jak taki ciołek przez 55 min. w kolejce przed bramką. Przecież po wprowadzeniu dodatkowych opłat i obowiązku rezerwacji (ach te „tanie linie”) siedzeń przy wyjściach ewakuacyjnych, które mają więcej miejsca na nogi, nie ma znaczenia czy wejdzie się na pokład jako pierwszy, dziesiąty, czy setny. A i tak za każdym razem jestem świadkiem wydarzeń jak podczas amerykańskich wyprzedaży. Aż się zacząłem zastanawiać, czy Polacy jako naród nie mają wrodzonego „syndromu kolejkowego” po dekadach stania po mięso, czy inne buty.

Wczoraj wchodziłem na pokład jako ostatni. Dało mi to dodatkowo prawie godzinę, podczas której mogłem w wygodnie czytać. A po wejściu na pokład okazało się (miałem na to cichą nadzieję), że siedzenia zaraz przy frontowym wejściu są wolne i obsługa samolotu pozwoliła je zająć ot tak, bez żadnych dodatkowych opłat. Oznaczało to, że opuściłem pokład jako pierwszy i ominąłem kolejkę przy odprawie paszportowej, a potem wygodnie mogłem usiąść i czekać na bagaż. Dodatkowo wyłączyłem się z wysłuchiwania narzekań i uwag odnośnie lotu (który był naprawdę przyjemny: mało turbulencji, tylko jedno płaczliwe dziecko i brak zbyt rozochoconych alkoholem rodaków), oraz wspomnianej już kolejki do okienka celnika. Jedyny raz kiedy podniosło mi się ciśnienie, to gdy w kawiarni na lotnisku musiałem wysłuchać pewnego idioty strofującego obsługującą go kelnerkę za nieposprzątany stolik. Zamiast poprosić o zebranie naczyń (lub zebranie tej filiżanki i talerzyka do lady) musiał na głos ją zrugać i poprawić tekstem, „że w Londynie byłoby to nie do pomyślenia”. Jest to oczywiście bzdura, wszędzie jest to do pomyślenia, szczególnie przy dużej ilości klientów. A facet był zwykłym chamem, ot co.  Na moją uwagę, że mógłby być trochę grzeczniejszy nie odpowiedział tylko rzucił „kurwą” albo innym „przerywnikiem” pod nosem i poszedł do swej blond lubej w białych kozakach.

W każdym razie chodzi mi o to w tym wpisie, bo jeszcze tego nie wyartykułowałem, żebyście nie przejmowali się innymi. Żeby uodpornić się na deblizm i chamstwo. Przy czym trzeba tępić to drugie jak tylko jest taka możliwość.

Bądźmy pozytywni. Jeżeli dokonujemy wyboru, to starajmy się nie szukać tłumaczenia „bo musiałem”. Niewiele w życiu musimy. W zasadzie to musimy tylko jedno. Gdy to zrozumiecie życie stanie się dużo łatwiejsze.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rysiek z Klanu szefem mafii!



"Pewnego dnia kupię sobie psa, przynajmniej będę miał co kopać z rana"

Pidżama Porno, Goszka





Już w piątek sobie umyśliłem, że dzisiaj napiszę o psach. I tak się składa, że dzisiaj pojawiła się nowa reklama społeczna psów właśnie dotycząca. Co prawda odbiega od mojego pierwotnego pomysłu, ale warta jest wpisu
.


Piotr Cyrwus aka  Rysiek z „Klanu” pokazuje twarz twardziela (swoją drogą całkiem „nie w tamburyn”) i mówi o tym jak psów nie traktować. A więc NIE bić, NIE kopać, NIE wyrzucać z samochodu, czy też NIE przywiązywać do drzewa w lesie, a także NIE zostawiać w samochodzie. Ja do tego dodam głodzenie, tresowanie aby były agresywnym przedłużeniem „ego” właściciela i wrzucanie w worku do rzeki.

 Spot Mafia dla psa jest moim zdaniem świetny.Niby czerstwy, a jednak nie tak do końca. I kilka razy nawet mnie rozbawił. Pikanterii dodaje język, który nie jest ocenzurowany, a „kurwa”, czy „chuj” pada w krótki i regularnych odstępach czasu. No i dobrze, bo to o czym traktuje też słodkie nie jest i słodka reklama z wielkookim szczeniakiem mniej by zdziałała.Całość spełniła w moim przypadku zadanie i zachęciła do wsparcia inicjatywy.  Reklamę możecie obejrzeć poniżej, albo tutaj:


Kwestia psów odżywa co roku w okolicy świąt.Tym razem chodzi o traktowanie psów w ogóle, na Święte chodzi o ich kupowanie na prezenty. Co roku nie rozumiem jak można być takim idiotą, żeby na święta sprawić DZIECKU szczeniaka. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze, żeby dziecko nie było na tyle duże, żeby móc same z tym psem wychodzić. Wtedy jasnym jest, że takiego psa kupuje się sobie, bo dziecko będzie mieć z nim kilka dni radości, a potem się znudzi. Może też czworonoga znielubić, bo stanie się on centrum rodzinnego życia na jakiś czas.

 I dlatego nie rozumiem dorosłych ludzi mówiących o kupnie psa na święta. No i jeszcze jedno. Pies rośnie i to czasami całkiem sporo(bo mówimy o psach, a nie wyrośniętych szczurach), do tego wymaga pewnej dozy uwagi i regularnego ruchu a świeżym powietrzu. Jeżeli więc zagłodziłeś już rybki, przyskrzyniłeś chomika tapczanem lub zgubiłeś żółwia, to wiedz, że pies nie jest nalepszym pomysłem na pdchoinkowy prezent.

Do tego pamiętaj, że generalnie schroniska są przepełnione, a warunk jakie w nich panują nie są najlepsze dla czworonoga, a ludzie,  Jednym słowem daj mu szansę do fajnego i radosnego życia i nie kupuj szczeniaka tylko po to by zaspokoić macierzyńskie (lub tacierzyńskie) instynkty, widzimisię syna/córki, lub aby pokazać, że masz hajs więc kupisz rasowca za kilka tysięcy. W końcu ktoś inny zaopiekuje się nim lepiej, a do tego nie będziesz skończonym burakiem.

No i zapomniałbym, wejdźcie na stronę akcji i dorzućcie piątaka., bo szkoda psiaka.



niedziela, 2 grudnia 2012

I am (was) a walrus/Byłę morsę




Byłę  morsę

Jak pewnie część z was wie z listopadzie zaangażowałem się w  akcję Movember. Przez ponad miesiąc (powinno być dokładnie 30 dni, ale trochę oszukiwałem) nie goliłem wąsa. Co do reszy paszczy, to przystrzygłem się tylko raz. Generalnie wiedziałem na co się piszę i jak będzie wyglądała moja „broda”, ale i tak nie było łatwo.

Jedynym plusem całej tej akcji jest to, że rzeczywiście mnóstwo osób pytało się mnie dlaczego mam wąsa i czy teraz to już tak na zawsze, bo wygląda to dosyć dupnie. No to im tłumaczyłem, że Movember, że rak prostaty, że profilaktyka itp.

Minusów za to jest od groma:
- w czasie rośnięcia swędzi toto niemiłosiernie
- rośnie nierówno i ma tendencje do skupiania się po bokach (uniemożliwiło mi to podczas wczorejszego golenia zrobienie sobie na chwilę wąsika a’la Adolf)
- wygląda się jak wiecznie zaspany i niezadabny (to wina generalnego nie golenia, a nie tylko wąsa)
- po 3 tygodniach wąs jest na tyle długi, że czuje się go przy jedzeniu i piciu. Nie mam pojęcia jak wąsacze mogą z tym wytrzymać... Toż to niechigieniczne, niefajne i przede wszystkim wkurzające.

Pewnie bym mógł jeszcze kilka wymienić, ale nie o to chodzi. Bo pewnie za rok zrobię to jeszcze raz, tylko tym razem zarejestruję się na stronie gdzie będę mógł zbierać pieniądze (niestety ze względu na brak filii w Polsce, nie mogą one być przeznaczone na wspieranie badań nad męskimi nowotworami w Polsce).  Bo cała ta akcja jest ważna. Bo trzeba edukować i uświadamiać. Do tego podobają mi się wydarzenia, które są organizowane w trakcie tego miesiąca. Sam brałem udział w MoRun i wielce sobie chwalę tą imprezę.

Most of you should know that in November I got involved in the Movember action. For over a month (should have been 30 days, but I was cheating a little bit) I haven’t been shaving my moustache. The rest of my face was trimmed only once. I knew that it wouldn’t be easy from the very beginning but it didn’t make growing the moustache easier.

The biggest pro of the whole action was that it really drew attention. A lot of people, at work and friends, were asking me why I was growing a moustache and is it going to be like that forever. Most of them admitted that it didn’t look good. Well it just gave me an opportunity to explain and talk about Movember, cancer and the importance of prophylactics.
There are many more cons though:
-         Growing a beard is itchy
-         Moustache is not growing equally and tends to grow more on sides (it disallowed me to have a moustache a’la Adolf for a little bit)
-         Made me look like I was permanently not looking after myself and being late in the morning
-         After 3 weeks, the moustache became long enough to start to annoy me. I felt it during drinking and eating and I don’t understand how it is possible to live with a moustache through the life. It’s neither hygienic nor cool.
But fun is not the most important part of it. Definitely next year I will get involved in it again but I will register to raise money this time because education is important. Above all, I like the events going on through the whole month. I took part in the MoRun in London andI think that it was great.





niedziela, 25 listopada 2012

It's time to Rela(u)x.



Od liceum właściwie pracowałem i uczyłem się w ciszy. Lepiej mi to wychodziło i mogłem się skupić na tym co robię, a nie na słowach/melodii znanego utworu. Co innego gdy szedłem spać, wtedy cisza była nieakceptowalna. 

Na szczęście ludzie się zmieniają. Dzisiaj częściej pracuję z muzyką w tle, a wieczorem się wyciszam i kulturnie zasypiam ( w ciągu jakiś 5 sekund).  Na szczęście, bo pewnie inaczej nie odkryłbym Relaux. A bez tego byłbym pozbawiony muzyki, która umila mi większość czasu spędzanego w domu. 


Nie pamiętam jak dowiedziałem się o Relaux. Wydaje mi się, że był to wpis na Twitter'ze, ale głowy sobie uciąć nie dam. Ważne, że w jakiś sposób stał się stałym kafelkiem mojego ekranu powitalnego w Chrome. W sumie jest chyba jedną z pierwszych stron, które odpalam.

Przy okazji, zna ktoś nakładkę na Chrome, która przy uruchomieniu przeglądarki automatycznie uruchamia ustalone strony + Awesome New Tab Page (do pobrania w Chrome web store)?

No dobra, czym w ogóle jest Relaux? Otóż jest to strona zawierające listy z utworami muzycznymi. Co więcej, dzięki temu, że są one stworzone w My Cloud Player mamy możliwość ich odtwarzania bezpośrednio ze strony. Jej fundatorem jest Will Dickey, który opisuje ją jako "stworzoną w celu dostarczenia dobrej jakościowo muzyki w celu ulepszenia naszych codziennych doświadczeń. Niezależnie od tego czy studiujesz, czytasz, piszesz, stresujesz się, płaczesz, śmiejesz, jesz, medytujesz, lub nie robisz nic..." 




Muzyka jaką tam znajdziecie jest przeróżna, jednak 90% to super brzmienia. Dla mnie na czele rankingu są dwie składanki: Odesza: summer's gonne oraz songs of synesthetes. Szczególnie ta druga lista jest wyjątkowo dobra.
Jedyny minus jaki znalazłem do tej pory, to stosunkowo rzadka aktualizacja, ale przy tej ilości list nie powinniście się znudzić przez dłuższy czas.

Do mnie, oprócz wszystkiego co powyższe, przemawia jeszcze fakt, że nie trzeba płacić za odsłuch tych kawałków. A niektóre można nawet ściągnąć za darmo i całkowicie legalnie.





Have you ever needed music which could be played in the background and does not disturb you during writing, learning, meditating, reading or just simply doing nothing? Are you bored with the tracks that you have in your library? You don't won't to steal music and don't want to spend money on a new album? If the answer to any of these questions is "yes", then I have found the solution.

Since high school I have been working and studying in as quiet environment as it was possible. It was helping me to stay focus on my work rather than on the lyrics or melody of the track I knew. It was different when I was going to sleep. Then silence was unacceptable. 

Today, mostly I'm working with some music in the background and in the evening just calming down before going to sleep. This is good, because otherwise I wouldn't have discovered Relaux.

I don't remember how I got to know about Relaux. I think, I got the link from Twitter. The important thing is that since that day, it became a permanent tile on my welcome page in Chrome and one of the first websites I open.

By the way- Does any one know any app or extension for Chrome which allows certain websites to open up when you start Chrome? It would be perfect if it cooperates with the Awesome New Tab Page app (to download from the Chrome web store)

But what is Relaux ? It's a website with music playlists. Because the lists are created in the My Cloud Player we can play them directly from the website. The founder of Relaux, Will Dickey, describes it in these words: "a website designed for you with the intention of delivering quality music to enhance your everyday experience. Whether you are studying, reading, writing, stressing, crying, laughing, eating, meditating, or doing nothing, Relaux will remind you that everything is perfect just how it is."

The music varies, 90% is very good though. In my top playlists the highest positions belong to summer's gone  and songs of synesthetes, especially the second one is very good.
The only downside I found so far is small amount of updates, but with the amount of music on the website you shouldn't get bored any time soon.

There is one more thing important to me: listening to music on relaux as well as downloading some of the songs is absolutely free. And it's legal.


It's time to rela(u)x - try it.



niedziela, 18 listopada 2012

Why it's not how I promised./Dlaczego nie jest jak obiecałem.



Krótko o tym, dlaczego nie jest tak, jak miało być, czyli częściej, a krócej.

Sprawa wygląda tak, że wziąłem się za projekt, który będzie skierowany do większości z was. Na razie za dużo nie zdradzę, powiem tylko, że i o rynek pracy i o studentów i o bezrobocie chodzi. Praca nad nim zajmuje mi większą część wolnego czasu, tak więc z pisaniem krucho było.

Niemniej jednak projekt, to nie wszystko i dzisiaj po obejrzeniu meczu Lech-Legia udałem się na Craven Cottage w celu obejrzenia meczu Fulham-Sunderland. Pech chciał, że zarówno Lech, jak i Fulham się nie popisało i przegrało 1-3.
Niemniej zabawa była dobra, szczególnie, że siedziałem w neutralnej części stadionu zdominowanej jednak przez kibiców Sunderland (głośnych kibiców).

A teraz wracam do projektu żeby uraczyć was czymś specjalnym już niedługo.

Aha! Widziałem, że tekst o klopsach był czytany często i jestem ciekaw, czy ktoś spróbował przepisu? Jak tak, to dajcie znać czy smakowało.


Shortly- why I'm not writing as often as I promised to do.

Simply I have started a project which will involve most of you. I won't say too much now, but it will be about the job market, students and unemployment. Anyway, the project doesn't leave me much free time, so I haven't been writing a lot recently.

However, I did find time to watch some matches today... I watched the match between Lech Poznań and Legia Warszawa and afterwards went to see Fulham vs. Sunderland at Craven Cottage. Unfortunately both, Fulham and Lech lost 1-3. Even though Fulham lost, it still was fun, especially as I was seated in the neutral area which was, surprisingly, dominated by Sunderland fans. 

Now I'm going back to do some more work on the project, so I'll be able to show you the results soon.

And one more thing!
I saw that the klopsy recipe was read a lot and I'm wondering did any of you make them over the weekend? If yes, let me know how it was and did you like it.

czwartek, 8 listopada 2012

Krótko o moim wąsie - ZDJĘCIA/Shortly about my Mo-PHOTOS



Dzisiaj krótko bardzo.



Kilka osób pytało się mnie jak tam mój wąs. Poniższe zdjęcia oddają słabość mego zarostu, oraz to, jak słabo wyglądam z mym gimnazjalnym zarostem. Ale podjąłem decyzję i mam zamiar w niej wytrwać!

Przy okazji. Wejdźcie tutaj jutro, mam dla was info o super inicjatywie.










Today very shortly.

A few people asked me about my moustache. Pictures below show how miserable I look with my secondary school-like beard. But the decision has been made, and I’m desperate to carry it on!

By the way. Tomorrow I’ll post information about a great initiative. Although it may be published in English with a few hours delay.

wtorek, 6 listopada 2012

Star Wars a'la Walt Disney


Trochę mnie nie było. Mógłbym pisać, że dużo pracy, że poparzona ręka, że to, tamto i owamto. A tak naprawdę, to wyjdzie i tak na to, że dałem ciała. Aczkolwiek tak całkowicie nie próżnowałem. Bo kilka rzeczy "do szuflady" powstało.

W zeszłym tygodniu świat obiegła wieść, że Lucasfilm został wykupiony przez Walt Disney Company. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu firma ta odpowiada nie tylko za Myszkę Miki, Kaczora Donalda i Goofiego, ale też za takie produkcje jak Grey's Anatomy czy Gotowe na wszystko (obydwa seriale produkowane przez American Broadcasting Company wchodzące w skład korporacji). Jest tylko jedno ale: oficjalnie za całą spółkę George'a Lucasa zapłacono tylko 4,05 mld $. Piszę "tylko",bo kupując Lucasfilm Disney nabył świetnie wyrobione marki. Chyba nie ma osoby, która by nie widziała/czytała/słyszała o Indianie Jonesie, czy przygodach młodego Skywalker'a. 

Mi jednak przypadek Lucasfilm przypomniał o innym zakupie, który mnie zdziwił. Chodzi o Instagram, amerykański startup, który w tym roku został zakupiony przez Facebook'a za bagatela 1 mld $. Transakcja ta mnie zaskoczyła, bo aplikacja, połączona z portalem społecznościowym miała zaledwie półtora roku i pracował nad nią zespół 13 ludzi, a taki Lucasfilm, to lata doświadczeń oraz setki ludzi stojących za jego produkcjami.

Ugruntowało to tylko moje przekonanie, że w chwili obecnej duże pieniądze są właśnie w "internetach". I mając na myśli "duże", mówię o kwotach co to w Totka tylko padają. Wystarczy spojrzeć na Google, YouTube, Facebook, Twitter czy też Pinterest i Instagram, aby się zorientować ile pieniędzy "wisi" dziś w sieci. (Dla zainteresowanych: YouTube, też miało półtora roku jak zostało kupione przez Google za 1,65 mld $)
O sile i wielkości social mediów niech świadczy fakt, że internet jest częściej używany do ich przeglądania, niż przeglądania pornografii (do tej pory był bezprecedensowym zwycięzcą w rankingu "do czego ludzie używają internetu").

Tak więc nie pozostaje nic innego jak wziąć się do pracy i zacząć tworzyć w internecie. W związku z tym (i sugestiami znajomych, oraz ludzi, co to zęby na blogach stracili) zmieniam Wschodoznawcę. 
Po pierwsze:
Będzie częściej, ale krócej.

Po drugie:
Będzie, w większości, dwujęzycznie, Tzn. po polsku i po angielsku. Przy czym zaznaczam, że wszystkie posty pojawiać się będą w mym rodzimym języku, a za ewentualne błędy  po angielsku (gramatyczne, strukturalny czy też inne) przepraszać nie mam zamiaru. 

Po trzecie:
Będzie więcej zdjęć. I od razu mówię, że w dużej mierze będą to zdjęcia z telefonu. Zwyczajniej mam go przy sobie częściej niż mojego Panasonica.

Po czwarte i ostatnie (chyba):
Mam zamiar przenieść się na własną domenę oraz na wordpressa. I od razu zaznaczę, że nazwy domeny jeszcze nie wymyśliłem, ale szukam takiej nie za drogiej, bo początki drogie być w moim wypadku nie mogą.

No to tyle, nastawcie się na częsty odbiór, dodajcie do zakładek, czytników RSS czy też jako strony startowe. 






środa, 24 października 2012

Why I'm growing moustache? / Po co zapuszczam wąsy?


Co roku w Polsce na raka prostaty umiera ok 4 tysięcy mężczyzn. W UK w 2010 roku liczba ta przekroczyła 10 tysięcy. Zaraz po raku płuc jest to najpopularniejszy nowotwór w Wielkiej Brytanii u mężczyzn. Niestety liczby te od wielu lat pozostają na podobnym poziomie, pomimo tego, że medycyna się rozwija.


Wynika to w dużej mierze z braku odpowiedniego programu budowy świadomości o tym jak ważne są badania profilaktyczne. Wielu facetów uważa, że pójście do lekarza, żeby sprawdzić czy wszystko gra jest mega niemęskie i budzą się dopiero gdy im kuśka nie staje albo zaczynają sikać "na raty". Problem w tym, że wtedy już jest za późno.

Na szczęście w Polskiej TV pokazały się ostatnio całkiem dobre reklamy:










Ostatnia jest z UK i pokazuję kluczowe fakty.


Dwa dni temu brałem udział w rozmowie, która odbyła się poprzez Tweeter'a, a która dotyczyła opublikowanych statystyk, mówiących, że w Polsce dziennie na raka szyjki macicy umiera 5 kobiet, a w Szwecji w ciągu całego roku 150. Tam też konkluzja była taka, że mimo powstawania programów profilaktycznych (darmowe badania, "białe niedziele"), to stosunkowo niewiele kobiet z nich korzysta. Jest to wynikiem, nie tylko braku odpowiedniego programu edukacyjnego, skierowanego nie tylko do ludzi młodych i zamieszkujących duże miasta, ale też pewnego specyficznego podejścia. Otóż wielokrotnie spotykałem się z opinią, że "nie pójdę się zbadać, bo jeszcze coś znajdą" oraz "no przecież nie będę pokazywać się jakiemuś lekarzowi". Od razu wyjaśnię, że stwierdzenia te padały zarówno z ust kobiet, jak i mężczyzn. Z reguły u facetów padało stwierdzenie, że przecież "TO" da się badać tylko "od dupy strony", a na to się w życiu nie zgodzą. Niestety, w takim wypadku tego życia może im zbyt wiele nie zostać.

Również dwa dni temu zacząłem zastanawiać się nad zapisaniem się na jakiś bieg, który mógłby mi zastąpić biegi odbywające się w Polsce z okazji Dnia Niepodległości. Niestety nie znalazłem żadnej "dychy", ale jednym z biegów odbywających się 11.11 jest Mo Run, który ma za zadanie wspierać fundację Movember. Czym zajmuje się fundacja zostało wyjaśnione w dwóch poniższych filmikach.





Będąc na świeżo z kwestią budowania świadomości na temat profilaktyki i walki z rakiem. Nie zastanawiałem się długo nad rejestracją w tym biegu. Spodobał mi się pomysł na szerzenie informacji o raku prostaty poprzez zapuszczanie wąsa. Szczególnie, że odkąd wróciłem z Polski nie było mi po drodze do pianki i maszynki, czego skutkiem jest gimnazjalny "wąs" oraz pseudo bródka. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że oszukuję i daję sobie dodatkowe dwa tygodnie na zapuszczenie wąsa, ale tłumaczę to faktem słabego zarostu, a jednocześnie pozwoli mi to na promowanie profilaktyki antyrakowej o te 14 dni więcej.


Żeby nie było za łatwo (czyli żeby nie zrezygnował z przygotowań) znalazłem sobie plan treningowy, którego mam zamiar się trzymać przez najbliższe 25 dni. Możecie go znaleźć tutaj (link), albo zwyczajnie kliknąć na zdjęcie poniżej.





W Polsce organizacja Movember nie ma swojej filii, ale i bez tego możecie mieć wpływ na to, czy ktoś z waszych rodzin, przyjaciół czy też znajomych nie stanie się kolejnym numerem w statystykach umieralności na raka. Zwyczajnie, kupcie browara dla siebie i ojca i spytaj go, kiedy ostatni raz (czy w ogóle) badał się na okoliczności. Jeżeli reprezentujecie "płeć piękną" i nie w smak wam gadanie na ten temat ze swoim papą, to kupcie wino i spytajcie się mamy, czy robiła badania. Generalnie rozmawiajcie, pytajcie i nie róbcie z tego tematu tabu.

A jeżeli najdzie was ochota, to zapuśćcie wąsa (lub zachęćcie do tego waszego tatę, partnera lub brata), tylko nie zapomnijcie im wyjaśnić czemu ma to służyć. Bo wiele osób zada pytanie: "Odbiło ci? Ogol się człowieku!", a stąd już prosta droga do mówienia o tym, o czym zazwyczaj się nie mówi - o raku.

A i byłbym zapomniał!